400 tysięcy paneli o łącznej mocy 190 megawatów, a wszystko na 250 hektarach - farma fotowoltaiczna takich rozmiarów ma stanąć we wsi Słupy pod Tucholą. Budzi sprzeciw mieszkańców - nie chcą paneli w sąsiedztwie swoich domów, m.in. ze względów krajobrazowych. Największe pretensje kierują do właściciela miejscowego zakładu rolnego, który zdecydował się wydzierżawić hektary pod inwestycję przylegającą do osiedla. Kilka dni temu doszło do spotkania i konfrontacji.
- Dlaczego nie porozmawiał pan z nami przed podpisaniem umowy z firmą od fotowoltaiki? - pytali mieszkańcy Słupów.
- 400 tysięcy paneli fotowoltaicznych, 190 megawatów.
- Jak to będzie wyglądać? Może pan przyjść do mnie do bloku 7 zobaczyć, jaki mam przepiękny widok w stronę Bladowa. A teraz to będzie plastik jeden.
- My chcemy mieć las, łabędzie, żurawie, a nie plastik. Nie chcemy.
Mariusz Chylewski przyznaje, że popełnił błąd nie konsultując się z ludźmi, ale w fotowoltaice widzi szansę dla wsi.
Uważam, że ta decyzja jest wbrew pozorom korzystna dla mieszkańców Słupów. Każda z takich inwestycji związana z OZE, to daje tańszy prąd dla mieszkańców i to czasami sporo tańszy prąd, prócz tego duży podatek będzie płacony do urzędu. Inwestor wiem, że chce oddalić od zabudowań tę farmę.
Tłumaczy właściciel ziemi. Przyznaje też, że nie może wycofać się z umowy, bo za jej zerwanie - a tego właśnie żądają mieszkańcy - musiałby zapłacić 3 mln zł.
A słupianie uważają, że zostali pominięci w procedowaniu inwestycji - nie widzieli urzędowych ogłoszeń na tablicach, nikt też nie wspomniał o panelach na zebraniach wiejskich. Jeszcze w październiku mają się spotkać w szerszym gronie - z inwestorem i przedstawicielami tucholskiego ratusza.













